Czy owoce z miast są bezpieczne?
Przybywa amatorów owoców drzew rosnących w miastach. Z badań wynika, że takie owoce są najczęściej wolne od zanieczyszczeń i bardziej odżywcze niż owoce dostępne w sklepach handlu - mówili naukowcy na spotkaniu Geological Society of America w Baltimore.Na terenie miast można znaleźć wiele roślin rodzących owoce. W polskich miastach są to nie tylko jabłka, gruszki, mirabelki i orzechy, ale też dereń, głóg czy czarny bez. Drzewka uchowały się w parkach, terenach zajmowanych dawniej przez sady czy ogródki działkowe. W niektórych miastach zbieracka partyzantka stała się wręcz subkulturą, a amatorzy jedzą owoce nie tylko na surowo, ale też robią przetwory czy produkują soki.
Dzięki naukowcom coraz więcej jest wiadomo nt. bezpieczeństwa takich owoców, i ich wartości odżywczej. Jedno z najnowszych badań przeprowadzili w Stanach Zjednoczonych naukowcy z Wellesley College, współpracujący z League of Urban Canners (LUrC) - grupą ludzi opiekujących się drzewami owocowymi w mieście (głównie w Cambridge i Somerville). Co roku, za zgodą właścicieli (część drzew rośnie na prywatnych posesjach) członkowie tej grupy przycinają drzewa, a zebrane później owoce przerabiają na dżemy, cydr i inne produkty.
Członkowie LUrC chcieli się upewnić, że zbierane i przetwarzane przez nich owoce nie zawierają groźnych stężeń metali ciężkich i toksycznych związków. Do badania zebrali 166 próbek jabłek, brzoskwiń, wiśni i innych owoców rosnących na terenie Cambridge, Somerville i okolic Bostonu w 14 sadach miejskich i ośmiu tradycyjnych, produkujących owoce na rynek spożywczy.
"To historia z happy endem: w zbieranych w mieście owocach niewiele jest ołowiu" - podkreśla profesor nauk o środowisku i nauk geologicznych na Wellesley College, Dan Brabander. Wcześniej badał on ryzyko związane z narażeniem na ołów na miejskich działkach i na terenach sąsiadujących z terenami dawniejszych kopalni.
Naukowcy zbadali teraz stężenia ołowiu w owocach obranych i nieobranych, a także umytych i nieumytych. Chcieli ustalić, czy owoce absorbują ołów do wnętrza, czy są skażone jedynie po wierzchu metalem, który osadza się wraz z kurzem. "Nie było większych różnic pomiędzy próbkami różnego typu" - zauważa Ciaran Gallagher, ekspert w dziedzinie chemii środowiskowej z Wellesley College.
Jak stwierdzili naukowcy, stężenia ołowiu w jabłkach z miasta wahają się od 0,5 do 1,2 mikrogramów na gram suchej masy. Oszacowali też skalę spożycia owoców i porównali ją do wytycznych amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska EPA dotyczących bezpiecznych stężeń ołowiu w wodzie pitnej.
Zdaniem autorów badania amatorzy miejskich jabłek nie są przez to narażeni na spożycie znacznej ilości ołowiu.
Naukowców interesował też arszenik, gdyż - jak przypominają - w starszych sadach rolnicy często używali wodoroarsenianu ołowiu jako pestycydu. Nie znaleźli jednak śladów wykorzystania arszeniku w próbkach dostarczonych przez członków LUrC.
Sprawdzono też wartość odżywczą miejskich owoców: porównano pod tym względem jabłka z miasta i te dostępne w handlu. Okazało się, że stężenie wapnia w jabłkach i brzoskwiniach miejskich jest ponad 2,5 razy większe, niż w odmianach handlowych.
Stężenia wapnia i żelaza były większe w owocach miejskich każdego rodzaju. W niektórych typach owoców miejskich stosunkowo większe były też stężenia manganu, cynku, magnezu i potasu. Owoce z miast zawierały przeciętnie większą różnorodność mikroskładników, niż ich odpowiedniki przemysłowe.
Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl
Tagi: miasto, owoc, drzewo
wstecz Podziel się ze znajomymi
Doktor z TikToka: fajnie by było, gdyby w sieci to jednak naukowcy...
Aby chronić pisklęta przed pasożytami.
Duże teleskopy sfotografowały dwie formujące się planety
Ogłosiło Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO).
Bakteriofagi mogą chronić żywność przed salmonellą
Informuje pismo „Applied and Environmental Microbiology”.
Rękawiczki mogą zawyżać wyniki pomiarów mikroplastiku
Informuje specjalistyczne pismo „Analytical Methods”.










Recenzje